Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

Chimaira

Chimaira

Reputacja:
1014.07654
Punkty:
3720

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

Chimaira 1285589015000 2010-09-27

68 - Uwe, piszę do ciebie wiersz...

Poniższą notkę napisałem kiedyś z nudów na Filmwebie, a teraz doszedłem do wniosku że przecież równie dobrze nadaje się i tutaj... ;) Niech was nie zdziwi tak ordynarne pisanie o gierkach - w końcu to inny typ medium ;)
No, skoro już na wstępie sprofanowaliśmy legendarny kawałek Dżemu, można - jak to mawiają profesorzy (albo i profesorowie) - przejść do ad remu. 

Uwe Boll. Na dźwięk tych słów truchleją growe niebożęta, nerwowo oglądając się za siebie. Maniacy filmowi krzyczą przeraźliwie nawet gdy pakowani są już do karetki i miły pan w jaskrawej kurteczce zapodaje im właśnie 20 mg Relanium dożylnie. 

Najgorszy reżyser świata, nominacje do Złotych Malin, rzesze wściekłych graczy i kinomaniaków. A prawda jest taka, że ten facet całkiem nieźle sobie radzi. W sumie nawet go podziwiam. Dlaczego? No to lecimy. Co prawda nie widziałem wszystkich jego filmów, ale zamierzam pokusić się o mały przegląd twórczości Dottore Bolla. Pobawimy się w - uwaga, trudne słowo - komparatystykę, tyle że z mieszaniem mediów. Gry i filmy.  


House of the Dead (Dom Śmierci
Generalnie rzecz biorąc HotD to dość stara seria tzw. "rail shooterów". W telegraficznym skrócie polega to na tym, że nie sterujemy bohaterem, a jedynie wskazujemy kontrolerem miejsca na ekranie, gdzie strzelamy do zombiaków. Gry posiadają szczątkową fabułę (no, może poza ostatnią odsłoną, Overkill - dostała wyróżnienie za nieprzyzwoitą ilość wulgaryzmów i grindhouse'owy klimat) i ich "przebieg" to tak ze dwie godziny. Jeśli trzeba prostszego opisu: przez dwie godziny za pomocą celowniczka strzelamy do zombiaków. 

Film z kolei oscyluje wokół slasherowej kliszy, czyli bandy nastolatków kontra... tym razem nie zamaskowany morderca, a rzeczone bandy truposzy. I to właściwie wszystko. Jasne, jest koszmarnie nakręcony, ale tu już pojawia się casus Bolla, który eksplicytnie (uwielbiam ten kalkowy koszmarek ;)) wyrażę na końcu tego wpisu. Warto zanotować tutaj, że w filmie - z tego co kojarzę - nie pojawili się jacyś szczególnie znani aktorzy (jest to ważne, jeśliby śledzić filmy Bolla). 

Bloodrayne (Bloodrayne
Gra była całkiem niezła, a wręcz wyśmienita, zwłaszcza dla nastoletnich graczy, którzy dopiero zaczynają poznawać uroki korzystania z takich specyfików jak Clearasil. Oto mamy pół-wampirzycę, która pragnie dowiedzieć się co nieco o swojej przeszłości, przy okazji ostrzami zamocowanymi na przedramionach eksterminuje tabuny nazistów. Ok. Powtórzę. Półwampirzyca, niczym filmowy Predator, walczy z wampirami-nazistami. 

A co można powiedzieć o filmie? Scenariusz, w stosunku do gry został znacznie zmieniony w kwestii czasu akcji. Nie jest to zalążek II WŚ, a bodaj XVII wiek. Zostaje naturalnie Ten Zły i Ci Dobrzy oraz panna Rayne, ale na tym podobieństwa... się nie kończą. Nadal jest to wampirzyca, która zabija tu i tam. Ale! W roli złego Kagana - Sir Ben Kingsley. Dalej - Michael Madsen,Michelle Rodriguez (no dobra, to przypadek) oraz - holy crap - Meat Loaf. W głównej roli urocza Kristanna Loken, znana przede wszystkim z (proszę się nie śmiać!) serialu - nomen omen growego - Mortal Kombat oraz roli Terminatrix w Trzecich Przygodach Arnolda S. Aktorka z niej co prawda żadna, ale przynajmniej jest urocza. Info dla konsumentów żeli przeciw trądzikowi - tak, pokazuje to i owo. 

Interludium: 
I tu zaczyna się ciekawa sprawa - z każdym kolejnym filmem Boll zdołał namówić do współpracy Bardzo Znanych Ludzi, w mniejszej czy większej ilości. Jak? Nie wiadomo. Podejrzewam, że ma to coś wspólnego z nazistowskim złotem o którym wspomina w "Postal", ale o tym za chwilę. 

Dungeon Siege (Dungeon Siege: W imię króla
Gra to takie Diablo, tylko że z drużyną. W skrócie, na czym polega Diablo. To gra pseudo-rpg, w której nasza postać wyrzyna w pień tysiące Bogu ducha winnych demonów. Dungeon Siege różniło się od Diablo trójwymiarową grafiką oraz kompletowaniem drużyny (złożonej z płaskich jak nowoczesny ideał piękna postaci) i... wyrzynaniem w pień hord potworów. Złośliwi twierdzą, że gra przechodziła się sama - wystarczyło odpowiednio ustawić akcje drużyny i właściwie nie musieliśmy zbyt wiele klikać. Zamiast tego popijaliśmy ciepłe kakao, a nasi "bohaterowie" robili swoje. 

Film? Sorry, historia Farmera (tak, z dużej literki) któremu zabrali żonkę, co stanowi powód do wszczęcia rebelii. Godne podziwu przywiązanie. Ale! Casus Bolla, czyli w filmie występują (uwaga, wyliczanka) Ray LiottaBurt ReynoldsJason StathamJohn Rhys DaviesRon Perlman (!!!) oraz - last but not least - Kristanna Loken. Nadal urocza i nadal z aktorstwem ma tyle wspólnego ile podobne gorące zapewnienia Milli Jovovich w intro do "Czwartego Stopnia". 

Postal (Postal

No i tu jest zagwozdka. Najpierw o grach. Tytuł to część angielskiego idiomu "to go postal", czyli tłumacząc na nasze "komuś odwaliło". Wyrażenie to oznacza osobę, w której coś "pęka" i rzeczona persona wychodzi na ulicę z bronią w ręku i zaczyna zabijać kogo popadnie. Skojarzenia z fenomenalnym filmem "Upadek" z Michaelem Douglasem wskazane. Pierwsza część gry (ukazały się jak dotąd dwie) była bardzo mroczna, ponura, acz nie bez pewnej nutki cynizmu przejawiającej się głównie w tekstach bohatera. Możliwe było nawet (za pomocą jednego klawisza) popełnienie samobójstwa, przed którym bohater mówił "I regret nothing". Zaiste, urocze. Druga część to już bardziej komedia, niż symfonia psychozy. Co nie znaczy, że nie była brutalna. Jedną z ciekawszych kombinacji było użycie na kimś paralizatora, oblanie benzyną i podpalenie. Ale! To nie koniec - na płonącą żywcem osobę można było oddać mocz (SIC!), po czym, zwijające się z bólu na wpół spalone ciało wykończyć w inny sposób. Zaiste, doskonałe narzędzie dekompensacyjne... 

Co z filmem? Ten oczywiście poza tytułem niewiele ma wspólnego z ideą (jeśli można to tak nazwać) gier. Przypomina bardziej drugą część, gdyż jest po prostu niepoprawnie polityczną niemiecką komedią. Kto kojarzy coś takiego jak "niemiecki humor", wie o czym mówię. Ekskrementy, wiatry, etc. Smaczku dodaje cudowna scena z islamskimi terrorystami oraz motyw Osamy&Busha, na końcu nawiązujący do legendarnej sceny z "Casablanca". Sam film, przyznaję z wstydem, oglądałem z przyjemnością - jestem po prostu fanem prymitywnego i obrazoburczego humoru. W "PostalUwe tłumaczy skąd bierze pieniądze na swoje kolejne produkcje - po prostu korzysta ze złota zrabowanego przez nazistów. W filmie, o ile dobrze pamiętam, nie pojawia się tym razem nikt cholernie znany. 

W tym momencie opuszczamy Bloodrayne II i Far Cry. Pierwsze ze względu na to, że nie ma już uroczej Kristanny Loken, tylko jakaś ordynarna pinda. Drugie - bo zwyczajnie nie widziałem. Ale chyba nie żałuję, gra Far Cry polegała na tym, że najpierw biło się najemników, a potem mutanty... Ogółem, Dr Moureau dla ubogich. 

Alone in the Dark z kolei to film skrajnie zły. Jest to jedyny naprawdę kiepski obraz w dorobku Bolla, albowiem seria gier jest naprawdę dobra pod każdym względem. Począwszy od pierwszych części, oscylujących wokół mitologii Cthulhu, na kilka lat temu wydanej odsłonie, która w miarę sprawnie przywróciła blask tej serii. Boll zrobił z tego tępą łupankę z masą kiepskich scen akcji. Jestem niepocieszony... 


Zanim przejdziemy do ostatniego zdania, które podsumuje całą pracę Uwe Bolla, jedno słowo. Ma on nakręcić film "Auschwitz", którego trailer krąży już tu i ówdzie, w tym na Filmwebie. Nie mogę się doczekać, scena z Uwe-SS z zaciętą miną (albo, jak zasugerował znajomy, on tam po prostu przysypia!) czekającym na efekty działania kwasu pruskiego wymiata. 

No a co z jego filmografią? Ano mogę powiedzieć tylko jedno - z g... bata nie ukręcisz. Ot, i tyle. Pomijam aspekty techniczne, merytoryczne czy wizjonerskie. Po prostu o ile gry same w sobie były dobre pod względem mechaniki (świetne walki, intensywna rozgrywka), to boski Uwe miał pecha do kwestii fabularnych. Wszystkie te produkcje bowiem są potwornie głupie. 

Gdyby tak Boll nakręcił "Bioshocka"... ;)
10

Komentarzy

Rozwiń
  • Chimaira
    Chimaira Ja widziałem kiedyś Dead or Alive... Tzn. "widziałem" to za dużo powiedziane, bo przeklikiwałem film i co chwila migały mi jakieś cycki albo tyłek. :P Jak tak teraz by spojrzeć wstecz, to pierwsza ekranizacja Mortal Kombat była naprawdę zajebista. A jej clou była ścieżka dźwiękowa - od elektroniki po grindcore i wszystko ze smakiem. ;) 1285669837000 2010-09-28
  • Woland
    Woland Chymek:
    Uwe Boll: "DOA" to według mnie najgorszy szajs, jaki kiedykolwiek nakręcono. Ktokolwiek najeżdża na moje filmy, powinien zobaczyć "DOA" - i jeszcze raz się zastanowić.
    (źródło: http://www.gaminator.pl/blog/notka/257,B... ) 1285672003000 2010-09-28
  • Chidder
    Chidder "Dead or Alive" było gorsze nawet od "Aniołków Charliego"... 1285675720000 2010-09-28

Czytaj bloga!

Trupy w szafie

Chimaira autor: Chimaira
pierwszy wpis: 04.09.2007
[Obserwuj bloga]

Pupcia rupcia salcesonik helou belou w dupie słonik. :P

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka