Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

Nomis

Nomis

Reputacja:
1022.1343
Punkty:
18

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

Nomis 1277551027000 2010-06-26

Jak to dawniej polskie MMORPG-i wyglądały....

Dla niektórych era MMORPG rozpoczęła się wraz z wyjściem World of Worldcraft w 2005 roku. Dla innych było to pod koniec lat dziewięćdziesiątych, kiedy pojawiły się Tibia, Ultima Online i inne ustrojstwa. Troszkę inaczej było w Polsce. No właśnie… w Polsce. U nas rozkwit multimassive’ów był opóźniony ze względu na wolniej rozwijającą się infrastrukturę, czyli po prostu na trudniejszy, mniej powszechny i droższy dostęp do internetu. Dopiero po wprowadzeniu neostrady (2002 -2003 rok) rozpoczął się wielki boom na mmoRPG i na pierwszy ogień poszły wszelakie Tibie, Ultimy, Metiny, Anarchy Online, Everquesty, Guild Warsy itp… Ale wszystko to były produkcje typowo zagraniczne. Dopiero w 2006 w Polsce powstał Margonem, czyli obecnie najpopularniejszy, w pełni rodzimy MMORPG.
A co było kilka lat wcześniej? W latach dziewięćdziesiątych multimassivy też istniały i cieszyły się niezłą, jak na tamte czasy, popularnością. Właściwe wtedy MMORPGi nazywały się Multi User Dungeonami, czyli w skrócie MUD-ami. Pierwszą grą tego typu, z którą się spotkałem, nazywała się Two Towers i, jak sama nazwa wskazuje, była w klimacie Władcy Pierścieni. Szybko jednak przesiadłem się na jeden z dwóch najpopularniejszych wówczas polskich MUD-ów, czyli Cygnus Division. Tym drugim popularnym była słynna Arkadia, która jednak z niektórych powodów nie przypadła mi do gustu (przede wszystkim, aby pograć trzeba było czekać w kolejce, bo był limit graczy na serwerze). W owym czasie istniały w naszym kraju także inne MUD-y, takie jak Studnia Dusz czy Killer Mud, ale już furory nie robiły.
No ale jak to wyglądało? Właściwie większość elementów była identyczna jak teraz, z wyjątkiem maluteńkiego szczegółu – MUD-y były grami całkowicie tekstowymi. W sumie, jakby ktoś namolnie się uparł, to za namiastkę grafiki mógłby uznać tzw. ASCII arty. Gdy obsługiwane były kolorowe czcionki, to też był wypas na całego.

Na MUD-zie można było robić właściwie wszystko, co we współczesnych grach MMORPG zwykle się robi. Naturalnie zaliczało się do tego levelowanie, czarowanie, rozwijanie postaci, przeróżne questy (w tym generowane losowo) i eventy robione przez Game Masterów (nazywanych wówczas Immo). Były zaimplementowane takie kwiatki, jak własne zwierzątka, crafting, małżeństwa graczy, wojny klanów i wiele, wiele innych rzeczy. Cygnus Division przykładowo oferował możliwość naćpania się odpowiednimi ziółkami albo upicia się alkoholem, wtedy nasza postać dostawała fazy, bełkotała, potykała się o własne nogi… (później Rockstar bezczelnie zerżnął ten ostatni motyw i zastosował w GTAIV).

Świat MUD-a był wbrew pozorom trójwymiarowy. Tak… wiem, wiem, wszystko było z tekstu, ale gracz czytając odpowiednie informacje, wiedział, że znajduje się w tym i w tym miejscu. I jak chciał się przemieścić, to wpisywał odpowiednią komendę i przesuwał się przykładowo na północny-wschód, na górę, dół albo właził w jakieś drzwi czy portal. Sztuczka polegała na tym, że ten trójwymiarowy świat trzeba było sobie jakoś wyobrazić i po jakimś czasie zapamiętać ogólny układ lokacji, główne ścieżki i charakterystyczne miejsca. Cygnus Division miał ponad 10 tysięcy lokacji, więc nikt nie był wstanie znać wszystkiego. Powstały więc dokładne mapy. Jednak każdy zaawansowany gracz mógł poruszać się bez nich, jeśli tylko orientacyjnie znał daną krainę.
Na MUD-ach istniało również PK (dziś nazywa się PvP) i NPK (dziś nazywa się PvE). Na Cygnusie gracze byli podzieleni na te dwie kategorie i mogli egzystować obok siebie na tym samym serwerze, zwykle nie wchodząc sobie w drogę. Sam byłem NPK, ale to nie znaczy, że byłem całkowicie wyłączony z zabijania. Brałem udział we wspomnianych wojnach klanowych, wtedy członkowie wrogich klanów mogli się dowolnie atakować wszędzie (poza miastami i miejscami bezpiecznymi). Dodatkowo udostępniono specjalne krainy bezprawia (tzw. lawlessy), gdzie każdy mógł zabijać każdego – bez wyjątku. Nie wiem, jak na innych MUD-ach, ale na Cygnus Division ciężko było kogoś zabić. Wojny prowadziło się zwykle do 10-20 zwycięstw i czasem trwały tydzień albo więcej. I nie dlatego, że walk było mało. Wręcz przeciwnie. Często miałem tak, że po starciu i całych z nim związanych gonitwach, wracałem do siedziby klanu, leczyłem się i pędziłem z powrotem na miejsce akcji. I tak w kółko, przez dłuższy czas, aż ktoś w końcu zginał, albo samemu straciło się włosy wraz z połową czerepu. Z walki stosunkowo łatwo można było uciec i żeby kogoś pozbawić skalpu, trzeba było liczyć na dobre zgranie z kolegami, błąd przeciwnika, jakiś fart albo lagi (na te ostatnie zawsze zwalało się w przypadku własnego zgonu). Przewaga liczebna pomagała, ale nie zapewniała sukcesu. Dzięki temu każdy „kill” lub „zgon” był przedmiotem rozpamiętywania przez kolejne dni.


Zarówno w walkach PK, jak i w zbiorowych wyprawach na bossów, bardzo liczyła się kooperacja, tym trudniejsza, że wówczas nikt nie używał komunikatorów głosowych. Choć co poniektórzy grali wspólnie z kafejek albo w pracowniach komputerowych.
Eh te kafejki i pracownie komputerowe… teraz nikt z nich nie korzysta, ale dawniej wykupywało się nocne karnety lub na uczelni “zapisywało się na zeszyt”, tylko po to, by razem z całą ekipą zarżnąć największego bosa, czyli Pożeracza Światów i zdobyć przepakowany Kosmiczny Pas dający całe 200hp. Dodatkowo, wyobraźcie sobie, co myśleli zwykli użytkownicy kafejek, gdy obok czterech kolesi, śmigając palcami po klawiaturze z szybkością zawodowej maszynopisarki po czterech kawach, wpatrywali się w błyskawicznie przelatujące kolorowe literki i cyferki… niczym w Matrixie. Sam byłem nieraz pytany, co takiego programuje, albo gdzie się włamuje.
Te czasy niestety nie powrócą. MUD-y umarły śmiercią naturalną. Zawsze uważałem, że w grach MMO liczą się przede wszystkim ludzie, a ci zwyczajnie znudzili się, dorośli i zajęli się poważniejszymi sprawami. Potencjalni nowi gracze wybrali tytuły bardziej atrakcyjne audiowizualnie.
Cygnus Division, Arkadia i niektóre inne polskie MUDy nadal istnieją. Można w nie pograć za darmo, w dowolnej chwili i nawet czasem kogoś żywego spotkać. I nawet zachęcam. Choćby po to, żeby przekonać się samemu, jak to dawniej polskie MMORPG-i wyglądały…



Tekst pochodzi z Niezależnego Bloga Graczy.

1

Komentarzy

  • nagash
    nagash 2 lata temu jakiś czas pykałem w Cygnusa z kilkoma kumplami z klasy.
    Całkiem fajna zabawa była. Szkoda, że MUDy odeszły w zapomnienie.. 1277583614000 2010-06-26
Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka