Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

Chidder

Chidder

Reputacja:
1089.0105
Punkty:
6815

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

Chidder 1269530202000 2010-03-25

Voo Voo - coś wspaniałego

Co zrobić gdy w ciągu tygodnia czeka nas masa nauki, zadań do ogarnięcia, dwa sprawozdania do napisania, przygotowanie się na mini-koło z rachunkowości zarządczej i wejściówkę z zarządzania procesami? Oczywiście trzeba wówczas pójść na koncert Voo Voo! Wprawdzie nie rozwiąże to waszych problemów, ale przynajmniej humor się poprawi.

WW

Zespół powstał w 1985 roku z inicjatywy Wojciecha Waglewskiego, którego inicjały tworzą nazwę grupy (W.W.). Pierwszy skład stanowili Waglewski, Nowicki, Morawski i Kurtis, jednak nie przetrwał on zbyt długo. Wkrótce na miejsce Morawskiego przyszedł Czapelski (który następnie został zastąpiony przez Ryszkę), a Nowickiego i Kurtisa zmienili Jan i Mateusz Pospieszalscy. W takim składzie zespół dotrwał do 1991 roku. Wtedy właśnie na miejsce Ryszki trafił, grający na perkusji do dziś, Piotr Żyżlewicz (Armia, Izrael, 2Tm2,3). W 1997 z grupy odszedł Jan Pospieszalski, a kolejnym basistą został Karim Martusiewicz, którego możemy usłyszeć codziennie o 17 w TVP1. Taki właśnie skład istnieje po dziś dzień. Jan rozpoczął dość owocną karierę w telewizji a najbardziej znany jest z programu "Warto rozmawiać". Ostatnio nawet było o nim trochę głośno, gdyż uratował życie jakiemuś desperatowi...

Muzyka Voo Voo to głównie rock/blues. Mówię głównie, gdyż zespół często miesza różnorodne style i każdy album jest inny od poprzedniego. Waglewski i spółka ciągle uczą się nowych rzeczy, rozwijają się muzycznie, co, według lidera, jest uczciwe wobec słuchaczy. I tak, na płytach Voo Voo możemy dostrzec m.in. inspiracje Hendrixem ("Zapłacono"), muzyką afrykańską ("Łobi Jabi") czy jazzem ("Oov Oov"). Oprócz tego grupa tworzy ścieżki dźwiękowe do filmów ("Mimozaika", "Tytus, Romek i A'Tomek wśród złodziei marzeń", "Muzyka od środka"), nagrywa na potrzeby przedstawień teatralnych ("Kalejdoskop") oraz niekiedy współpracuje z innymi zespołami (folkowym Haydamaky czy góralskim Trebunie-Tutki).

Dyskografia Voo Voo ciągnie się niemal na kilometr, a dodatkowo rozszerzają ją solowe albumy Waglewskiego i Pospieszalskiego, które również zaliczane są do oficjalnych wydawnictw grupy (a to dlatego, że w ich nagrywaniu uczestniczyli wszyscy członkowie). Niemal na każdej płycie oprócz samego zespołu występują także rozmaici goście. Wśród nich możemy znaleźć m.in. Kazika, Anję Orthodox, Kasię Nosowską, Urszulę Dudziak, Edytę Bartosiewicz, Fisza czy Jana Peszka. Teksty pisze głównie Waglewski (choć oczywiście zdarzają się wyjątki), lecz traktuje je głównie jako dodatek do muzyki. Przeważa w nich proste słownictwo i pełne są gier słownych i zabaw językowych.

Koszalin Live

Bilet na koszaliński występ formacji kosztował 29 złotych, co jest już kwotą nieco poważniejszą (dla przykładu IRA kosztowała 16 zł.). No ale nie da się ukryć, że Voo Voo to legenda polskiej muzyki: 25 lat na scenie, niemal 39 wydawnictw i cholera wie ile singli. Koncert rozpoczął się tradycyjnie około 20:00 i trwał mniej więcej 120 minut. Tego wieczoru usłyszeć mogliśmy m.in. "Barany", "Otwórz mi", "Wannolot" czy "Nim stanie się tak jak gdyby nigdy nic" i nie ukrywam że były to dwie godziny czystego muzycznego geniuszu duetu Waglewski & Pospieszalski. Oczywiście Piotr i Karim to również wielcy muzycy, ale to właśnie ten trzon grupy zrobił na mnie największe wrażenie.

Waglewski to jedna z największych muzycznych osobowości w kraju. Ten zaskakująco drobny staruszek z tatuażem na szyi przez cały występ przykuwał uwagę publiczności. Niesamowitymi solówkami trzaskał niemal od niechcenia i widać było, że dla niego nie ma niepotrzebnego dźwięku: czasami zmieniał instrument i ustawienia tylko po to aby zagrać kilka nut, które akurat pojawiły się w jego głowie. O ile jednak brzmienie instrumentów było perfekcyjne, to z wokalami już nieco gorzej - nie było ich zbyt dobrze słychać, ale może to dlatego że stałem półtora metra od samych muzyków i to pod głośnikami. A jako że sam Waglewski mówił, że słowa to tylko dodatek więc nawet nie narzekałem. Po tym występie nie mam wątpliwości, że jest to jeden z najlepszych polskich artystów.

Drugim wielkim muzykiem w składzie był Mateusz Pospieszalski. W całej historii grupy nie zagrał tylko na dwóch albumach (na pierwszym jeszcze nie był w składzie, później był "nieobecny ale usprawiedliwiony"). Jest on doskonałym saksofonistą i jego popisy budziły podziw zgromadzonej publiczności. Nie tylko świetnie grał ale również... udzielał się wokalnie, bawiąc się przy tym z publicznością. Karim Martusiewicz trzymał się nieco z tyłu, jednak i jemu udało się nam zaimponować solówką na basie. A jest to pewna sztuka, gdyż dwa dni wcześniej widzieliśmy koncert Wojciecha Pilichowskiego. Żyżlewicz również pokazał klasę: facet potrafi nie tylko odnaleźć się w jazzowych klimatach, ale również posiadł umiejętność ostrego naparzania w gary przy szybszych numerach.

To co urzekło mnie w występie Voo Voo było niesamowite zgranie poszczególnych członków grupy. Zaprezentowane utwory znacząco różniły się od wersji studyjnych i nie raz rozpoczynały się lub kończyły improwizacją. Voo Voo mógłby cały koncert zagrać "na żywioł" i jestem pewny, że publiczność nawet nie zauważyłaby braku jakiekolwiek wcześniejszego przygotowania. W pamięć szczególnie zapadła mi sytuacja, gdy Waglewski kończąc jeden z kawałków podszedł do Piotra i zanucił mu kilka nut. Żyżlewicz po chwili zaczął grać to co usłyszał a do "jamowania" wkrótce dołączyła reszta. Takiego ogrania tylko pozazdrościć.

Pod koniec koncertu (gdy zespół schodził na bisy) miała miejsce dosyć zabawna sytuacja, gdy Waglewski chciał przedstawić skład. Zaczął od Pospieszalskiego, którego gra zrobiła tego wieczoru duże wrażenie. Publiczność oklaskiwała go przez dobre kilka minut i nie bardzo chciała przestać, tak więc lider grupy wskazał na Mateusza i powiedział: "Mateusz Pospieszalski i... reszta zespołu" po czym wszyscy się ukłonili i zeszli do swojej kanciapy. Po bisach już daliśmy mu dojść do słowa. Występ Voo Voo z pewnością zapisze się w historii koszalińskiego klubu jako jeden z najlepszych. Wielki zespół, fenomenalny koncert, spora publiczność (która jednak mogłaby być nieco żywsza)... Dodatkowo po zakończeniu zabawy można było pogadać sobie z członkami grupy czy zrobić pamiątkowe zdjęcie. Ja oczywiście skorzystałem z okazji i wziąłem autograf od Waglewskiego.

PS. Co bardziej spostrzegawcze osoby mogły zobaczyć wśród publiczności Jacka Paprockiego - założyciela Mr. Zoob. Oczywiście i takiej okazji przegapić nie mogłem i przepytałem go na temat przyszłości zespołu i nowego albumu, który właśnie się tworzy. Miły gość z niego.

Do słuchania:
"Barany"
http://www.youtube.com/watch?v=2I84rNpoRNA
"Zejdź ze mnie"
http://www.youtube.com/watch?v=medSZgsoCtQ
"Nim stanie się tak" (z Nosowską)
http://www.youtube.com/watch?v=e2XP5cc-AAQ

Zdjęcia wzięte z oficjalnej strony Kreślarni.
http://www.kreslarnia.pl/galeria.php?act=view&t=232
Niektórych artystów po prostu trzeba poznać
Voo Voo!
Waglewski w akcji
Pospieszalski szaleje
Miły obrazek, prawda?
5

Komentarzy

Rozwiń
  • Soanseth
    Soanseth Cóż, ja tez nigdy żadnego wpisu nie skomentowałem, ale prawie zawsze czytam od deski do deski. Good job, Chidder ;) 1269610244000 2010-03-26
  • Chidder
    Chidder A ja już myślałem, że tego nikt nie czyta ;) 1269611277000 2010-03-26
  • Kacper.K
    Kacper.K Przyznam, że Voo Voo nigdy nie słuchałem, ale zakładając, że pan Waglewski jest tak zdolny jak jego synowie pewnie w ciemno jakiś album sobie sprawię. 1269725218000 2010-03-27

Czytaj bloga!

Klasyki

Chidder autor: Chidder
pierwszy wpis: 24.12.2007
[Obserwuj bloga]

Ostatnimi czasy następuje prawdziwy wysyp filmów na podstawie gier komputerowych. W przygotowaniu mamy "Prince of Persia", krążą ploty o "Bioshocku" i "Lost Planet", niedawno kina atakowały rozmaite "Hitmany" czy "Alien versus Predator 2". Niestety, to co dobre na ekranie kompa w większości przypadków na nieco większym ekranie nie robi żadnego wrażenia. Jako że jestem kimś, kogo śmiało można określić kinomanem, postanowiłem połączyć moje dwie pasje i wyrazić opinie o niektórych tytułach. A że takich filmów widziałem sporo... Ostatnio jakoś kiepsko z tymi filmami (a boski Uwe leni się), więc na blogu znajdą się również relacje z koncertów, a także zapowiedzi co ciekawszych imprez. Wszak klasyki znajdują się nie tylko szklanym ekranie, prawda?

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka