Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

Boromi

Boromi

Reputacja:
1084.7957
Punkty:
2642

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

Boromi 1268427718000 2010-03-12

Damon Albarn i jego Gorillaz

W gimnazjum szukałem swojego stylu muzycznego. Przebrnąłem zarówno przez odmęty szarego hiphopu, radosne wyżyny reggae, jak i szarpiące gitary hard rocku. Nie było w tym wszystkim jednak tej niesamowitej, oryginalnej energii, jaką w życiu każdego niesie ze sobą “muzyczne odkrycie roku”. Słuchałem niby tych smętnych utworów chodnikowych, radosnego plumkania na gitarce w rytm “No Woman, No Cry” i decybeli hurtowo ładowanych do formatu .mp3, jednak wciąż mało w tym było świeżości. Aż wreszcie trafiłem na Gorillaz.


“Hę?” - Pytającym tonem zwrócicie się do autora. Cóż to za zespół? Co grają? Skąd się wzięli? Spokojnie - zaraz na wszystko odpowiem. Otóż - Gorillaz to wytwór wyobraźni Damona Albarna - lidera zespołów Blur i stosunkowo niedawno powstałego The Good, The Bad and The Queen, oraz Jamiego Hewletta, rysownika komiksów. Co najciekawsze - Gorillaz jest zespołem “nieistniejącym”. Ich członkowie ożywają jedynie w sekwencjach klipów muzycznych. Band ma dość zręcznie wymyśloną, zagmatwaną historię, której nie ma tu jednak sensu wypisywać - dość powiedzieć że zespół składa się z wokalisty o ksywce 2D, demonicznego basisty Murdoca, Noodle - drugiej wokalistki japońskiego pochodzenia i Russela, który obsługuje perkusję. Dom wariatów? Owszem - i za to ich kocham!


Gorillaz deklaruje się jako zespół grający rap alternatywny (nazywany przez nich samych Zombie Hiphopem), jednak ich twórczość wręcz prosi o wymazanie pierwszego członu tego gatunku. Albarn wraz z innymi artystami (na każdej płycie aż roi się od różnorodnych gości) stworzył już kawałki zakrawające o Dance, Punk, Gospel a nawet… muzykę  w klimatach latynoskich. Cała reszta to w większości raczej niezamknięte w sztywnych ramach gatunku granie, pełne świeżości i wolne od schematów. Co bardzo ważne, każdy spośród ich dwóch albumów definitywnie różni się klimatem. Ostatni, o nazwie Demon Days, wydany w 2005 roku jest niewątpliwie łatwiejszy w odbiorze od debiutanckiego LP, nazwanego po porostu “Gorillaz”. Jeżeli chodzi o style jakie gorylki reprezentują na obu krążkach - pierwszy album jest od ostatniego zdecydowanie bardziej kontrastowy, powolny i wręcz rozwleczony (ale i okraszony wspaniałym, specyficznym klimatem). Niekoniecznie musi być to wadą, jednak wśród znajomych których z Gorillaz zaznajomiłem, zdecydowanej większości nie przypadła do gustu “angielska flegma”, którą przesiąknięty jest krążek debiutancki (ugh, tym zdaniem sam siebie zniesmaczyłem…). W “Dniach Demona” cała kompozycja zdaje się być bardziej przemyślana - i potwierdzają to single, które - w odróżnieniu od tych z początku rozwoju kapeli, są częścią większej opowieści. Mimo to - preferuję początkowy, nieco chilloutowy charakter zespołu, który wraz z rokiem 2005 gdzieś się ulotnił, ustępując miejsca zupełnie innemu, choć - wciąż bardzo świeżemu stylowi.


Słowo na dziś (12 marca '10): tekst ten spłodziłem już stosunkowo dawno temu (dokładnie 12 lipca 2008 na blogu boromi.vdl.pl ), toteż na aktualności stracił wiele. W tym miesiącu Gorillaz wydali swoje trzecie LP - "Plastic Beach". Jak im to wyszło? Otóż - nienajgorzej. Nie jest to coś tak spójnego, o brzmieniu równie dopieszczonym co "Demon Days"... Chociaż nie, niedokładnie się wysłowiłem, bo podkłady na nowej płycie wręcz porażają swoim minimalizmem. Jednocześnie jednak Gorillaz ponownie stworzyło płytę niebanalną, o klimacie dorównującym temu z debiutanckiego krążka. Irracjonalne teksty ("superfast jellyfish"... Albarn, numer do dilera, raz-raz!), inteligenty żart z wydmuszki, jaką jawi się współczesna muzyka pop - oto, czym jest muzyka "plastikowej plaży". No i przy tym sporo jest w niej gorylasowego "zombie-hiphopu". Szkoda tylko, że płytka jest dosłownie przeładowana występami gościnnymi. Niby mnogość "ficzeringów" była zawsze domeną Gorillaz, ale tutaj jednak doskwierała mi ta nieprzerwana transformacja w manierze śpiewania. Zdecydowanie zbyt mało Albarna w albarnowym zespole. Mimo to polecam, chociaż szczytowym osiągnięciem wokalisty Blur "Plastic Beach" nie jest.

boromi


6

Komentarzy

Rozwiń
  • Ndysh
    Ndysh Stylo i teledysk do niego rządzą... 1268585516000 2010-03-14
  • Atrisian
    Atrisian Właśnie kumpel mi polecił Plastic Beach i cała płyta, a zwłaszcza "On Melancholy Hill" są w klimacie. Jednak wciąż pozostaję przy Kooksach i Babyshambles ; p 1268679928000 2010-03-15
  • Boromi
    Boromi No, Melancholy hill ma strasznie wkręcający motyw, aczkolwiek po jakimś czasie potrafi mnie koszmarnie zmulić. Nie jest to coś, czego mógłbym słuchać wiele razy pod rząd (jak to miało miejsce przy Feel Good INC. z DD czy Starshine lub Tommorow comes today z debiutanckiej płyty). 1268684312000 2010-03-15

Czytaj bloga!

Kulturwa

Boromi autor: Boromi
pierwszy wpis: 01.12.2009
[Obserwuj bloga]

Co w trawie piszczy?

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka