Połącz konta
Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś
Boromi
- Reputacja:
- 1084.7957
- Punkty:
- 2642
Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video
Menu
Boromi
1259682965000
2009-12-01
Komiks już od pewnego czasu staje się jednym z ważniejszych form przekazu. Dziś nie podlega to już dyskusji (choć wielu niewątpliwie wciąż podejmuje próby negacji) – graficzne przedstawienie akcji bynajmniej nie ma za zadania ułatwienie życia analfabetom. Średniowiecze powoli, po ponad pięciuset latach od upadku Bizancjum, znika także z naszej podświadomości… Kamieniem milowym, jednostką wybitną w dziedzinie komiksu jest właśnie “Maus – Opowieść Ocalałego”. Holokaust i dziś jest tematem tabu (trudno się temu dziwić), a co dopiero w roku '86 ubiegłego stulecia, kiedy to właśnie ukazał się pierwszy album Mausa. Osobiste wspomnienia ojca autora z okresu II Wojny Światowej, w roli poszczególnych nacji ukazujące zwierzęta (stąd niemieckojęzyczny tytuł dzieła, które w roli Żydów przedstawia właśnie myszy), to coś więcej niż tylko komiks…
“Mój ojciec krwawi historią” – tak właśnie brzmi podtytuł tomu pierwszego, wydanego w roku 1986, który oprócz wielkiego uznania, wywołał też falę krytyki, zarówno poprzez swój ascetyczny styl, bardzo poważną tematykę, jak i wprowadzoną symbolikę. Pomijając oskarżenia o antypolskość (nasi rodacy są w Mausie przedstawiani pod postacią świń, aczkolwiek Szpigelman wiele razy zapewniał, że nie miał złych intencji, bo był i jest świadomy, jak wiele Polacy zrobili dla Żydów w trakcie II WŚ), autor uczynił ze swego dzieła swoisty folwark zwierzęcy, a to, jak łatwo się domyśleć, mało komu się podobało. W końcu zaledwie czterdzieści lat temu straszliwy konflikt się zakończył, a trzydzieści dzieliło wówczas Mausa od złotej epoki komiksu – pachnącej nie tyle brakiem powagi, co całkowitym niemal odejściem od realizmu. Przyjęcie części pierwszej do najcieplejszych z pewnością nie należało, natomiast należny deszcz nagród spłynął na autora dopiero w dwa lata po premierze pierwszego tomu, w 1988. Swoistym ukoronowaniem twórczości była literacka nagroda Pulitzera, przyznana części drugiej w roku 1992.
Old&New – Historia Władka, polskiego Żyda, jest ujęta w ramach retrospekcji. Art po niespełna dwóch latach rozstania spotyka się z ojcem, by zgromadzić materiały do komiksu traktującego o tytułowej “Opowieści Ocalałego”. Co istotne, część współczesna komiksu jest niemal równie ważna, co wspomnienia starego Spiegelmana. Maus to bowiem album niezwykle osobisty, autor przedstawia w nim także własne problemy i dramat – próby pogodzenia się z przeszłością i związaną z nią, samobójczą śmiercią Andzi, matki Arta, załagodzenia różnicy, jaka dzieli światopoglądy jego i ojca a także własną walkę z depresją… Niesamowity jest właśnie ten paralelizm, który towarzyszy dziełu już od pierwszych stron, historie Spiegelmana – więźnia i Spiegelmana – pisarza, rozwijają się równomiernie, wzajemnie przeplatają… I choć wciąż głównym bohaterem obu albumów pozostaje Władek, to nie sposób pozostać obojętnym wobec – być może nie tak burzliwych, jednak wciąż tragicznych wydarzeń z życia jego syna, Arta…
Nie on jeden ma jednak kłopoty. Co w jednej ze scen stwierdza sam Art – modelowy przykład Żyda-lichwiarza, jakim jest jego ojciec, po latach także nie może pogodzić się ze stratą ukochanej żony. Ożenił się powtórnie, jednak Mala – biedna Żydówka, która także przeżyła piekło wojny, stanowi dla niego raczej dodatkowy ciężar, niż wsparcie. I gdyby nie jego podupadające zdrowie i konieczne zapewnienie stałej opieki, zapewne już dawno zakończyłby pasmo rozczarowań, jakim okazał się jego ponowny ożenek. Przy omawianiu postaci Władka, grzechem byłoby nie wspomnieć o wspaniałej i realistycznej (momentami – wręcz do bólu) stylizacji językowej dla tej postaci, oraz perfekcyjnemu polskiemu tłumaczeniu. Z pewnością bowiem każdego w kwestiach starego Szpigelmana zdziwią liczne zniekształcenia gramatyczne, nieobecne ani w dialogach “teraźniejszych”, ani tych, wysnutych z opowieści. Tłumacz w genialny wręcz sposób zachował kunszt autorskiego zabiegu, który w jakże prosty i trafny sposób ukazuje kwestię naleciałości językowych. Władek po wojnie osiedlił się bowiem w Ameryce . Angielski znał, nawet całkiem nieźle, jednak w jego wypowiedziach w komiksowej “amerykańskopolszczyźnie” są wyraźne zniekształcenia językowe, nieobecne w dialogach z opowieści, gdzie posługiwał się “polskim-polskim”, czyli po prostu rodzimym językiem.
.
Szalom… – Komiks urzeka w niezwykły, bo dwojaki sposób – poprzez treść, która – sama w sobie jest niezwykle porywająca i przejmująca, ale także poprzez wspomnianą już, nietypową formę. Maus narysowany jest bowiem w niezwykłym stylu, niesamowitym tym bardziej, że skrajnie elastycznym, jeżeli chodzi o ukazywanie scen. Te brutalne i pełne dramatyzmu, wzbudzają w czytelniku najczarniejsze emocje, natomiast fragmenty spokojniejsze łagodzą rys postaci, w przejmujący sposób ukazując niewinność ofiar wojny. Tym mocniej za serce chwyta też wątek miłosny rodziców Arta, ukazany w niezwykle delikatny, wzruszający sposób. Ci, którzy oglądali “Życie jest Piękne”, wiedzą z pewnością o czym mówię, bowiem tam też wzajemne wspieranie Dory i Guida w obozie stanowi istotny aspekt fabuły.
Jako doświadczenie, Maus zapada w pamięć niezwykle głęboko. Przedstawienie wizji wnętrza pieców oświęcimskich, czy odnalezienie komiksu, stworzonego przez Arta tuż po samobójczej śmierci matki to niesamowicie przejmujące momenty, które pokazują, jak wielkiego, odważnego dzieła dopuścił się Spiegelman (oraz jak straszliwych czynów dopuścili się naziści, co akurat jest wnioskiem oczywistym). Jeżeli chodzi o sceny brutalnie zapadające w pamięć, niewątpliwie tom drugi (“I tu się zaczęły moje kłopoty”), choć znacząco krótszy od pierwszego, znacznie częściej doświadcza nimi czytelnika. Trudno się zresztą dziwić – wraz z jego rozpoczęciem, Władek i Andzia zostają wywiezieni do Aushwitz i rozdzieleni. Tam też przewija się ogrom postaci epizodycznych, które pojawiają się, by dosłownie po kilkunastu kratkach zniknąć z fabuły na zawsze… Ta graficzna, przepełniona osobistą treścią opowieść, w której odcisnęła się niezwykła historia dziesiątek ofiar pogromu i w ogóle – wojny, dosłownie stanowi o sile formy przekazu, jaką jest komiks. Maus zwyczajnie nie mógł ukazać się w innej formie.
“Ten film stworzyło życie a nie Warner” – Na początku wspominałem o poważnych zarzutach o rzekomą antypolskość Mausa (dość powiedzieć, że z ich powodu, oficjalna premiera obu albumów odbyła się w naszym kraju w roku… 2001!). I faktycznie – brnąc przez lekturę trudno nie dostrzec, iż znakomita większość naszej braci ukazana jest w niezbyt przychylnym świetle. Idąc jednak za ciosem – czy jakakolwiek z przedstawionych nacji przedstawia obraz nieskazitelny? Czy obok polskich nadzorców i kapo – potworów i oszustów, autor nie pokazuje nadzorców żydowskich, mordujących i donoszących na swoich braci i siostry…? I wreszcie – czy rzeczywiście polskiego pieniactwa Art Spiegelman przestraszyć się miał na tyle, by opowieść swego ojca podać w formie ocenzurowanej, ugrzecznionej…? Według mnie Maus jako utwór, stanowi czystą definicję owianego mitem nieosiągalności obiektywizmu. Przemawia bowiem przez niego jedyny obiektywny autor, Życie.
“Ocalony” – Mógłbym ocenić Mausa. Ale po co? Po przebrnięciu przez ten tekst wszyscy znają moje zdanie, po co więc snuć oczywiste konkluzje na temat Legendy, dzieła uznanego za przełom w komiksie, dzieła – w moim odczuciu – ocierającego się o nieuchwytny ideał…? Dlatego też podsumowanie nikogo nie zdziwi – czytajcie Mausa. Po prostu. Bo to niesamowicie ambitna, niesamowicie wciągająca i niesamowicie udana próba podjęcia tak poważnej i delikatnej tematyki przez tak niepoważny i uznawany za banalny w formie gatunek. A do tego sposobność, by ostatecznie upewnić się, że syf, dumnie tytułujący się organizacjami neo-nazistowskimi, trzeba plewić. Bo i zapewniam, że po uważnej lekturze Mausa, tak popularne dziś, quasi-nazistowskie dowcipy o Żydach, ich propagatorów zaczną znacznie mniej śmieszyć…
boromi
Czarne karty historii - Maus
Komiks już od pewnego czasu staje się jednym z ważniejszych form przekazu. Dziś nie podlega to już dyskusji (choć wielu niewątpliwie wciąż podejmuje próby negacji) – graficzne przedstawienie akcji bynajmniej nie ma za zadania ułatwienie życia analfabetom. Średniowiecze powoli, po ponad pięciuset latach od upadku Bizancjum, znika także z naszej podświadomości… Kamieniem milowym, jednostką wybitną w dziedzinie komiksu jest właśnie “Maus – Opowieść Ocalałego”. Holokaust i dziś jest tematem tabu (trudno się temu dziwić), a co dopiero w roku '86 ubiegłego stulecia, kiedy to właśnie ukazał się pierwszy album Mausa. Osobiste wspomnienia ojca autora z okresu II Wojny Światowej, w roli poszczególnych nacji ukazujące zwierzęta (stąd niemieckojęzyczny tytuł dzieła, które w roli Żydów przedstawia właśnie myszy), to coś więcej niż tylko komiks…
“Mój ojciec krwawi historią” – tak właśnie brzmi podtytuł tomu pierwszego, wydanego w roku 1986, który oprócz wielkiego uznania, wywołał też falę krytyki, zarówno poprzez swój ascetyczny styl, bardzo poważną tematykę, jak i wprowadzoną symbolikę. Pomijając oskarżenia o antypolskość (nasi rodacy są w Mausie przedstawiani pod postacią świń, aczkolwiek Szpigelman wiele razy zapewniał, że nie miał złych intencji, bo był i jest świadomy, jak wiele Polacy zrobili dla Żydów w trakcie II WŚ), autor uczynił ze swego dzieła swoisty folwark zwierzęcy, a to, jak łatwo się domyśleć, mało komu się podobało. W końcu zaledwie czterdzieści lat temu straszliwy konflikt się zakończył, a trzydzieści dzieliło wówczas Mausa od złotej epoki komiksu – pachnącej nie tyle brakiem powagi, co całkowitym niemal odejściem od realizmu. Przyjęcie części pierwszej do najcieplejszych z pewnością nie należało, natomiast należny deszcz nagród spłynął na autora dopiero w dwa lata po premierze pierwszego tomu, w 1988. Swoistym ukoronowaniem twórczości była literacka nagroda Pulitzera, przyznana części drugiej w roku 1992.
Old&New – Historia Władka, polskiego Żyda, jest ujęta w ramach retrospekcji. Art po niespełna dwóch latach rozstania spotyka się z ojcem, by zgromadzić materiały do komiksu traktującego o tytułowej “Opowieści Ocalałego”. Co istotne, część współczesna komiksu jest niemal równie ważna, co wspomnienia starego Spiegelmana. Maus to bowiem album niezwykle osobisty, autor przedstawia w nim także własne problemy i dramat – próby pogodzenia się z przeszłością i związaną z nią, samobójczą śmiercią Andzi, matki Arta, załagodzenia różnicy, jaka dzieli światopoglądy jego i ojca a także własną walkę z depresją… Niesamowity jest właśnie ten paralelizm, który towarzyszy dziełu już od pierwszych stron, historie Spiegelmana – więźnia i Spiegelmana – pisarza, rozwijają się równomiernie, wzajemnie przeplatają… I choć wciąż głównym bohaterem obu albumów pozostaje Władek, to nie sposób pozostać obojętnym wobec – być może nie tak burzliwych, jednak wciąż tragicznych wydarzeń z życia jego syna, Arta…
.
Szalom… – Komiks urzeka w niezwykły, bo dwojaki sposób – poprzez treść, która – sama w sobie jest niezwykle porywająca i przejmująca, ale także poprzez wspomnianą już, nietypową formę. Maus narysowany jest bowiem w niezwykłym stylu, niesamowitym tym bardziej, że skrajnie elastycznym, jeżeli chodzi o ukazywanie scen. Te brutalne i pełne dramatyzmu, wzbudzają w czytelniku najczarniejsze emocje, natomiast fragmenty spokojniejsze łagodzą rys postaci, w przejmujący sposób ukazując niewinność ofiar wojny. Tym mocniej za serce chwyta też wątek miłosny rodziców Arta, ukazany w niezwykle delikatny, wzruszający sposób. Ci, którzy oglądali “Życie jest Piękne”, wiedzą z pewnością o czym mówię, bowiem tam też wzajemne wspieranie Dory i Guida w obozie stanowi istotny aspekt fabuły.
Jako doświadczenie, Maus zapada w pamięć niezwykle głęboko. Przedstawienie wizji wnętrza pieców oświęcimskich, czy odnalezienie komiksu, stworzonego przez Arta tuż po samobójczej śmierci matki to niesamowicie przejmujące momenty, które pokazują, jak wielkiego, odważnego dzieła dopuścił się Spiegelman (oraz jak straszliwych czynów dopuścili się naziści, co akurat jest wnioskiem oczywistym). Jeżeli chodzi o sceny brutalnie zapadające w pamięć, niewątpliwie tom drugi (“I tu się zaczęły moje kłopoty”), choć znacząco krótszy od pierwszego, znacznie częściej doświadcza nimi czytelnika. Trudno się zresztą dziwić – wraz z jego rozpoczęciem, Władek i Andzia zostają wywiezieni do Aushwitz i rozdzieleni. Tam też przewija się ogrom postaci epizodycznych, które pojawiają się, by dosłownie po kilkunastu kratkach zniknąć z fabuły na zawsze… Ta graficzna, przepełniona osobistą treścią opowieść, w której odcisnęła się niezwykła historia dziesiątek ofiar pogromu i w ogóle – wojny, dosłownie stanowi o sile formy przekazu, jaką jest komiks. Maus zwyczajnie nie mógł ukazać się w innej formie.
“Ten film stworzyło życie a nie Warner” – Na początku wspominałem o poważnych zarzutach o rzekomą antypolskość Mausa (dość powiedzieć, że z ich powodu, oficjalna premiera obu albumów odbyła się w naszym kraju w roku… 2001!). I faktycznie – brnąc przez lekturę trudno nie dostrzec, iż znakomita większość naszej braci ukazana jest w niezbyt przychylnym świetle. Idąc jednak za ciosem – czy jakakolwiek z przedstawionych nacji przedstawia obraz nieskazitelny? Czy obok polskich nadzorców i kapo – potworów i oszustów, autor nie pokazuje nadzorców żydowskich, mordujących i donoszących na swoich braci i siostry…? I wreszcie – czy rzeczywiście polskiego pieniactwa Art Spiegelman przestraszyć się miał na tyle, by opowieść swego ojca podać w formie ocenzurowanej, ugrzecznionej…? Według mnie Maus jako utwór, stanowi czystą definicję owianego mitem nieosiągalności obiektywizmu. Przemawia bowiem przez niego jedyny obiektywny autor, Życie.
“Ocalony” – Mógłbym ocenić Mausa. Ale po co? Po przebrnięciu przez ten tekst wszyscy znają moje zdanie, po co więc snuć oczywiste konkluzje na temat Legendy, dzieła uznanego za przełom w komiksie, dzieła – w moim odczuciu – ocierającego się o nieuchwytny ideał…? Dlatego też podsumowanie nikogo nie zdziwi – czytajcie Mausa. Po prostu. Bo to niesamowicie ambitna, niesamowicie wciągająca i niesamowicie udana próba podjęcia tak poważnej i delikatnej tematyki przez tak niepoważny i uznawany za banalny w formie gatunek. A do tego sposobność, by ostatecznie upewnić się, że syf, dumnie tytułujący się organizacjami neo-nazistowskimi, trzeba plewić. Bo i zapewniam, że po uważnej lekturze Mausa, tak popularne dziś, quasi-nazistowskie dowcipy o Żydach, ich propagatorów zaczną znacznie mniej śmieszyć…
boromi
Czytaj bloga!
Najnowsze na Kulturwa:
- Powrót najgorszego
- Niezapomniana 18-tka
- Coś dla video-czytaków...
- Najgorsza dwunastka!
- Winning Eleven!
- 10... 9... 8...
- W 9-tym odcinku najgorszego podcastu...
- Nowa, najgorsza forma!
- 2010 rozłożony na łopatki
- Na koniec roku...
- Łikli nius
- Najgorszy po raz drugi
- Najgorszy...
- Heavy Rain po mojemu
- Damon Albarn i jego Gorillaz
- Matura 1984 vel 2010
- ... i ja (już) też widziałem Avatara!
- Magiczna liczba - 28
- Sweeney Todd: Demon barber of Fleet Street
- Wywiad ze Skizo
Popularne na Kulturwa:
- Matura 1984 vel 2010
- Magiczna liczba - 28
- Powrót najgorszego
- Czarne karty historii - Maus
- Oceń to sam
- Najgorszy po raz drugi
- Damon Albarn i jego Gorillaz
- Źli, brzydcy i... głupi
- Po(d)kręcony Walt Disney - American mcGee
- Coś dla video-czytaków...
- 2010 rozłożony na łopatki
- 10... 9... 8...
- Journey through the night - Max Payne
- Wywiad ze Skizo
- Niezapomniana 18-tka
- Sweeney Todd: Demon barber of Fleet Street
- Planet Moon
- Zły dotyk...
- ... i ja (już) też widziałem Avatara!
- Łikli nius
Najnowsze na Gaminatorze:
- Endless Space (alpha) - słów kilka o podboju galaktyki
- Eh. Szkoda słów.
- Kasa Chorych - Działa nawet w Majówkę
- Patelnią w zęby!
- Underworld Ewolucja czyli seksowna wampirzyca i morze krwi.
- Hello world - początki VideoRecenzji
- Hołdy Video dla tych , których się nie zastąpi .
- Kącik literacki: R. Kipling - Księga dżungli/Druga księga dżungli
- Śmierć pudełkom?
- BrickForce - cięszki niewypał
- Tanki na Pegasusa ;)
- Sentymentalnie przez gatunki gier- cz.1
- Niezdrowy hype wokół gier- cz.1
- Kanały polecane przeze mnie.
- Na co oczekujecie w roku 2012?
- Co prawda nie dostałem się do CD-A, ale.... cz 1.
- Dum dum DUMMMM!
- Czekając na Baldura
- Starocie... chcecie jeszcze?
- Gry 2012 na które z niecierpliwością czekam



Komentarzy
RozwińMaus to świetny, poruszający komiks. W temacie komiksów zmuszających do refleksji polecam jeszcze "Persepolis" Marjane Satrapi. Ten komiks pokazuje takie rzeczy, o których się (zachodnim) filozofom nie śniło. 1259702170000 2009-12-01
@Grubas - ja swoje "Mausy" zamówiłem na oficjalnej polskiej stronie komiksu: http://www.maus.com.pl/ i w sumie mogę polecić - szybka dostawa, bezpiecznie zapakowane a i cena jest niewygórowana. Ups, tylko wygląda na to, że aktualnie drugi tom się wziął i wykupił. Bardzo cieszę się, że jeszcze jedną osobę zdołałem zainteresować tym dziełem. :)
@Chimaira: Fakt, ten cytat zapada w pamięć i powoduje spory wstrząs dla czytelnika (podobne wrażenie zrobiła na mnie wizja pieców i poszczególne sceny z pogrzebu matki autora).
@Dziubus - w tym właśnie tkwi siła literackiej strony "Mausa". Kwestie Władka Spiegelmana zostały w świetny sposób "powykrzywiane", nie dziwię się że czytane jako samo zdanie w Sieci mogą z początku śmieszyć. Ale zapewniam, że w trakcie obcowania z komiksem, wrażliwość angażującego się czytelnika jest tak zaostrzona, że nawet przez myśl nie przechodzi by się z podobnych "potworków" naigrywać. Dlatego choćby polecam gorąco "Mausa" - ten komiks po prostu uwrażliwia. 1259707091000 2009-12-01