Zamknij Wyślij uwagę

Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Połącz konta

Połącz konta gaminatora z Xbox Live aby Twoi przyjaciele wiedzi w co grasz i w jakie osiągnięcia zdobyłeś

SZP4K3R

SZP4K3R

Reputacja:
929.23126
Punkty:
1165

Punkty które zdobyłeś za dodawanie artykułów, recenzji, video

Menu

SZP4K3R 1254683428000 2009-10-04

"Dystrykt 9" - historia o zmarnowanym potencjale

Jeśli chodzi o filmy z gatunku science fiction, to wydaje się, że widzieliśmy już absolutnie wszystko. Mieliśmy już bowiem batalię dwóch pradawnych ras z żenująco słabymi w porównaniu do oponentów ludźmi w tle, którzy w swojej naiwności sądzili, że mogą cokolwiek w tej walce zdziałać. Były setki inwazji na niczego nie spodziewających się Ziemian ze strony bliżej niesprecyzowanych kosmicznych ras, były wreszcie leśne zabawy w kotka i myszkę z Rambo, Predatorem i Wielkim Murzynem Z Minigunem W Łapie. Tak tak, wydaje się że wszystkie scenariusze z kosmitami w tle już przerabialiśmy, a jednak nie wszystkie! Oto pojawia się film, w którym obcy nie są oprawcami, a ofiarami. Przybysze z kosmosu są skazani na łaskę lub niełaskę Ziemian, a nie na odwrót. Wszystko to podlane współczesnym sosem, a palce w tym "dziele" maczał sam Peter "King Kong" Jackson! Rewolucja? Rewelacja? Z całą pewnością NIE! Zapraszam do lektury.

SZP4K3R

Zgodnie z obietnicami twórców, "Dystrykt 9" to film o obcych jakiego jeszcze nie było. Nie zamierzam jednak już na samym początku ukrywać, że owy obraz autorstwa Neilla Blomkampa wywołał u mnie bardzo mieszane uczucie, na pewno nie takie jakie miał u widza powodować. W związku z tym od razu ostrzegam malkontentów i marudy przed spoilerami - będą często i gęsto. Głównie po to, żebyście mogli zaoszczędzić na bilecie do kina i iść zamiast tego na przykład na piwo, zapewniam, że będą to znacznie lepiej wydane pieniądze... No, ale nie uprzedzajmy faktów. Pewnie chcielibyście wiedzieć osso chozi.

Jest rok 1990. Rok, w którym ludzkość po raz pierwszy nawiązała kontakt z obcą cywilizacją. Nie stało się to jednak tak, jak większość sobie wyobrażała. Nie było świateł, nie było uścisku rąk i podniosłej muzyki i patetycznych słów. W dodatku - co najciekawsze - statek obcych nie wylądował w Waszyngtonie, ale zjawił się jak gdyby nigdy nic nad Johannesburgiem, w RPA. Olbrzymi okręt wisiał posępnie nad miastem przez ponad trzy miesiące, nikt nie wiedział co z tym fantem zrobić. Cały świat patrzył na Johannesburg, władze nie miały innego wyjścia - musiały zorganizować "otwarcie"...

To, co ludzie zastali na pokładzie statku przeszło ich najśmielsze oczekiwania. "Krewetki" (bo tak nazwali ich później ludzie ze względu na ich paskudny wygląd) były zdziesiątkowane ciężko chorobą i słaniające się na nogach z głodu. Nie było wyjścia, świat patrzył władzom na ręce - obcy zostali sprowadzeni na ziemię, a z braku lepszego pomysłu zostało dla nich utworzone najprawdziwsze getto na polach w okolicach Johannesburga. Milion przedstawicieli obcej cywilizacji w jednym miejscu, na nowym, nieznanym terenie, w warunkach uwłaczających jakiejkolwiek istocie myślącej. To się nie mogło dobrze skończyć...

Jest rok 2010. Ludzie mają serdecznie dosyć nowych-starych lokatorów, którzy zaczęli się mnożyć w zastraszającym tempie. Na terenie getta zaczął kwitnąć handel bronią (również tą obcych, o niej później), prostytucja międzygatunkowa, a rządzić w nim zaczął groźny gang Nigeryjczyków. Poza tym wielu obcych zaczęło się zapuszczać poza getto w poszukiwaniu pożywienia, którego z roku na rok dostawali coraz mniej. Zdesperowane i przyparte do muru "krewetki" zaczęły radzić sobie same, co często przekładało się na przypadkową lub celową śmierć ludzi - miarka się przebrała.

Klamka zapadła - obcy zostaną przeniesieni do nowego getta daleko poza Johannesburgiem. Całą akcją miała zająć się prywatna firma MNU (Multi-National United), która dzięki swoim siłom militarnym oraz sztabem urzędasów miała za zadanie szybko i bezproblemowo przenieść "krewetki". Całą akcję dowodzi główny bohater, Wikus Van De Merwe (Sharlto Copley). Jak się jednak oczywiście okazało, nie wszystko przebiegło zgodnie z planem...

I na tym póki co zakończę, bo czas przyjrzeć się już samej strukturze filmu. Prawdę mówiąc nie wiem gdzie tutaj Peter Jackson i czemu się pod tym crapiszczem podpisał, bo w obsadzie go znaleźć nie mogłem na żadnym serwisie. Niemniej jednak, w każdym trailerze jest o nim mowa, więc mam obowiązek wspomnieć o jego "patronacie". Tak czy inaczej, film ma strukturę filmu dokumentalnego, ale tylko na początku. Potem struktura ta miesza się z normalną strukturą filmu fabularnego, robi się z tego takie nie wiadomo co, po czym wątek dokumentu - "relacji z akcji" - ginie całkowicie i obserwujemy już samą historię Wikusa. Masło maślane, a potem jest już tylko marniej.

Wystarczy bowiem spojrzeć na postać samego Wikusa. Człowiek ten jest wysoko postawionym urzędasem MNU, który w świetle fleszy ma prowadzić akcję eksmisji obcych i zająć się całą warstwą organizacyjną, łącznie z częściowym zarządzaniem wojskiem o ile to będzie konieczne. Tymczasem Wikus jest osobą niezwykle irytującą już z samego wyglądu i zachowania. Ten "mózg operacji" wygląda i wypowiada się jak pracownik Poczty Polskiej niższego szczebla, w dodatku sypie durnymi dowcipami z brodą i jest cholernym tchórzem. No bo jak inaczej nazwać "mózg operacji", który cały czas boi się że go "krewetki" pogryzą, szpera im w domu po szafkach, potyka się o własne nogi jak ostatnia pierdoła i zwija się ze strachu jak tylko któryś wyższy stopniem wojskowy tupnie nogą po kilku słowach krytyki (jasne, to wielkie wkurwione chłopaki, ale mimo wszystko ciągle podwładni). W dodatku Wikus jest największym chyba egoistą w historii kina, co można zaobserwować w dalszej części filmu. Poza tym aktorstwo nawet głównego bohatera jest strasznie drewniane, a dialogi zwyczajnie słabe. Z innymi aktorami również lepiej nie jest, najlepszym przykładem jest tutaj generał MNU - czołowy badass tego tytułu. Jest chyba gorszym aktorem niż Steven Seagal.

To wszystko jest jednak niczym przy koszmarnych nielogicznościach scenariusza. Jak już mówiłem - aby przeżyć "krewetki" zaczęły handlować z Nigeryjczykami bronią swojej cywilizacji. Co ciekawe, jest to broń którą mogą wykorzystać tylko oni, bo działa ona tylko w rękach osobników posiadających takie same DNA jak obcy. Po co na Nigeryjczykom? To akurat zostało wytłumaczone - te zwierzęta zaczęły zjadać truchła obcych "rare" i "al dente" wierząc, że przez to będą mogli korzystać z ich zdobyczny techniki. Durne i obrzydliwe? Racja, ale jeszcze ma sens. Sensu natomiast nie ma jedno - skąd do cholery obcy mieli tą broń? Wychodzi na to, że podczas ich transportu na ziemię każdy z tych krewetkopodobnych obcych niósł na swoich plecach ze trzy skrzynie z owym ekwipunkiem. Przy jednoczesnej eskorcie wojska i mimo niemal śmiertelnej choroby. Jaaasne - gdzie tu logika?

Ale dobra - przyjmijmy, że obcy przemycili jakoś ze statku sporych rozmiarów mechy (!) i broń. Albo jakimś cudem na Ziemi znaleźli surowce i narzędzia do ich wyrobu i faktycznie stworzyli sobie własny arsenał. Tutaj powstaje kolejne pytanie : po cholerę sprzedawali tą broń Nigeryjczykom, skoro patrząc na dalszą część filmu i widząc jakie spustoszenie sieją te niesamowite pukawki - gdyby tylko chcieli, mogliby sami rozpieprzyć całe miasto w kilka godzin?! Nie, oni woleli być pod ludzkim jarzmem i handlować swoją bronią za... puszki kociego żarcia. Fail.

Tymczasem Wikus z pewnych powodów przechodzi metamorfozę i zaczyna zmieniać się w "krewetkę", co momentalnie czyni go wrogiem publicznym numer jeden oficjalnie poszukiwany przez wszystkie służby za - uwaga - prostytuowanie się z "krewetką" (nic głupszego nie można było wymyśleć jako powód nagłej zmiany warty w MNU? O jednej godzinie kieruje akcją wysiedlenia a godzinę później cały kraj poszukuje go za to, że niby puknął robaka? No litości...). Nieoficjalnie zaś chodzi o pozyskanie Wikusa jako obiekt badań, dzięki którym ludzie mogliby w końcu zacząć korzystać z broni obcych.

Kolejną śmiesznością jest duet kosmitów, którzy 20 lat przygotowywali się do ucieczki z Ziemi na statek matkę za pomocą małego wahadłowca budowanego w podziemiu swojej chaty. Przewidzieli wszystko oprócz pierdoły Wikusa i... samonaprowadzającej baterii rakiet zamontowanej na murze getta, która ściagnęła stateczek zanim ten zdążył wzlecieć na 10 metrów w powietrze. A to ci geniusze.

Takie absurdy w tym filmie można by dwoić i troić. Jedyne co jest w nim dobre i ciekawe to początek historii (tylko przez pierwsze 20 minut) oraz projekt statku matki unoszącego się nad miastem - naprawdę fajnie to wygląda. Cała reszta, od dalszej części filmu, poprzez nielogiczności fabularne,marne i groteskowe sceny walki, drewniane aktorstwo, a na modelach obcych kończąc to śmiech na sali. Muzyka nie jest ani częsta, ani wyrazista - w ogóle jej nie zapamiętałem. Krótko mówiąc - jest to modelowy przykład zmarnowanego potencjału. Ode mnie film dostaje słabe 6/10, naprawdę trudno mi uwierzyć, że Peter Jackson się pod tym podpisał. Poleciłbym tylko obejrzeć Wam trailer, ten statek naprawdę warto zobaczyć ;)

PS. Niestety, możemy się spodziewać sequela...
35

Komentarzy

Rozwiń
  • pierre dolain
    pierre dolain SZP4K3R, teraz to już szukasz dziury w całym. Nie sądzisz, że skoro to była broń obcych, to mogła robić różne brzydkie rzeczy niekoniecznie zgodne z ludzką logiką. Działała na zasadzie skomplikowanej biomechaniki nieznanej ludziom i jak sam przyznałeś, miała potężną siłę. Dlaczego nie miałaby robić z istot tak kruchych, jak ludzie, gulaszu?

    Moim zdaniem ten film nie epatuje brutalnością. Jest jej tyle, ile trzeba. 1254999405000 2009-10-08
  • Jason
    Jason @pierre dolain - dokładnie tak samo uważam. Podobna akcja była w Strażnikach, gdzie dr. Manhatan potrafił rozszczepiać cząstki na poziomie molekularnym (czy to w ogóle ma sens co napisałem? ;)) przez co rozchlapywał ludzi na ścianach. Nie wiem czemu broń kosmitów nie ma czegoś takiego potrafić.

    @ SZP4K3r - Nie będe z tobą dyskutował na ten temat, bo generalnie w dużej mierze masz rację, natomiast nie zmienia to mojej opinii o filmie. I tak na tle badziewia które ostatnio wychodzi jest to oddech świeżego powietrza. 1255003456000 2009-10-08
  • SZP4K3R
    SZP4K3R Może i potrafi, ale dla mnie jest to niepotrzebne rozwalanie flaków na ekranie. Nie szukam dziury w całym, po prostu nie podoba mi się taka koncepcja walki. No ludzie, nie da się zrobić dobrego filmu bez krajobrazu przypominającego hekatombę?

    I zgadzam się, ten film z pewnością jest dosyć oryginalny. Nie zawsze jednak oryginalny znaczy dobry, pomysł nie wystarczy co widać na załączonym obrazku. 1255038718000 2009-10-08

Czytaj bloga!

Blog

SZP4K3R autor: SZP4K3R
pierwszy wpis: 06.10.2007
[Obserwuj bloga]

Czyli moje ogólne przemyślenia na tematy różne :) Zapraszam!

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka